Inline HTML

Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych przez firmę Orle Pióro Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie (02-222) przy Al. Jerozolimskich 179 oraz podmioty współpracujące, w tym należące do Grupy Kapitałowej Platformy Mediowej Point Group SA, zgodnie z przepisami ustawy z dnia 29.08.1997 roku o Ochronie Danych Osobowych (Dz. Ustaw nr 133 poz.883) w celu realizacji usług oraz w celach marketingowych. Oświadczam, że jestem świadom, iż przysługuje mi prawo wglądu do moich danych osobowych oraz możliwość ich poprawiania i usuwania.

Od redaktora / Piotr Zychowicz

Ucieczka spod sowieckiej szubienicy

Jest taka stara anegdota o spotkaniu Leona Wasilewskiego i Feliksa Dzierżyńskiego na konferencji pokojowej w Rydze. Wybitny polski socjalista miał odmówić podania ręki „Krwawemu Feliksowi”, którego uważał za zwyrodnialca i masowego mordercę. Dzierżyński miał na to wzruszyć ramionami i powiedzieć: – Czego ty właściwie ode mnie chcesz? Przecież żaden Polak nie wykończył tylu Moskali co ja.

W tej anegdocie Feliks Dzierżyński wyrasta na polskiego patriotę. Przebiegłego Wallenroda, który zinfiltrował ruch komunistyczny, aby dokonać krwawej zemsty na Rosjanach za zabory i stłumienie polskich powstań narodowych. To oczywiście bzdura. „Krwawy Feliks” był fanatycznym bolszewikiem, ślepym wyznawcą idei totalnej rewolucji. Niewiele brakowało, żeby pokazał, na co go stać, również w Polsce. Gdyby w 1920 r. wojska Józefa Piłsudskiego poniosły klęskę, to Feliks Dzierżyński zostałby dyktatorem Polskiej Republiki Sowieckiej. A wtedy naród nasz spotkałby los straszliwy. „Krwawy Feliks” i jego koledzy z Polrewkomu zamierzali bowiem zrealizować w Polsce dokładnie ten sam program, który Lenin i Trocki zrealizo­wali w Rosji. A więc utopić własny kraj we krwi.

W długich, tragicznych dziejach Polski wiele było przypadków zdrady. Żaden z nich nie był jednak tak drastyczny, tak haniebny jak zdrada polskich komunistów. Antybohaterowie tego numeru „Historii Do Rzeczy” – Dzierżyński, Marchlewski, Kon czy Unszlicht – w kolejnych latach mieli przecież swoich naśladowców: Różańskiego, Bieruta, Bermana, Kiszczaka, Jaruzelskiego… Wszyscy ci ludzie mieli jedną wspólną cechę – zaprzedanie się Moskwie i nienawiść do własnego narodu. Brytyjski dyplomata Edgar Vincent D’Abernon nazwał Bitwę Warszawską „18. decydującą bitwą w dziejach świata”. Trudno ocenić, na ile była to opinia trafna. Według części historyków D’Abernon przeholował, według innych nie docenił znaczenia polskiego zwycięstwa. Jedno można jednak napisać z pewnością – Bitwa Warszawska była najważniejszą batalią w dziejach Polski. W sierpniu 1920 r. Rzeczpospolita stanęła bowiem przed największym zagrożeniem w swojej historii. Rozbijając armię Tuchaczewskiego na przedpolach stolicy, uciekliśmy spod szubienicy.

© ℗ Wszelkie prawa zastrzeżone

Spis treści

Spis treści schowaj

Pobierz wersję PDF

Ostatnie wydania

Zobacz archiwum wydań